sobota, 8 grudnia 2012

I Jak wszystko się zaczęło



Zapewne wszyscy znacie całą historię na wyspie Kirke. Byłam wtedy jeszcze niedojrzałym, niepewnym dzieckiem. Wydawałoby się, że było to najwspanialsze miejsce jakie kiedykolwiek spotkałam. Ale czy wieczne szczęście sprawia, że jesteśmy naprawdę radośni? Oh, nie sądzę żebyście się z tym spotkali. Rzadko kiedy ktoś trafiał na tą wyspę, a jeśli już tam trafiał to dosyć marnie kończył się jego los, zwłaszcza kiedy byli to mężczyźni.  Przejdźmy do sedna, Kirke zamieniała ich bezdusznie w świnki morskie, wcześniej wmawiając, że daje im eliksir, który zamieni ich w najsilniejszych, najprzystojniejszych i najbardziej męskich mężczyzn jakich nigdy nie widziano. Coś w moim sercu mówiło, że to jest złe ale wolałam siedzieć w swoim kąciku i służyć czarownicy. Byłam posłuszną służącą, dokładnie jak moja siostra - Hylla. 
Może nie dokładnie jak ona. Ona od początku była silna, potrafiła bez problemów zabawiać Kirke i być jej prawą ręką. Dzięki Hylli dostałyśmy wieczną młodość, która oczywiście otaczała nas tylko na tej wyspie, co  kazało nam na niej zostać. Właściwie kto by stamtąd wyjeżdżał?
Właściwie powinnam zacząć od początku, od momentu kiedy tam trafiłam.
 A więc mój ojciec był urodzonym poszukiwaczem przygód. Pewnego razu zapewnił nas, że wybierzemy się w okolice Trójkąta Bermudzkiego, a dokładniej polecimy nad nim do Jamajki. Nie miałam żadnych zastrzeżeń, robiłam wszystko co mi kazano. W listopadzie 1970, wsiedliśmy do samolotu i po paru godzinach trafiliśmy na miejsce.  Z lotu ptaka wszystko idealnie zauważyliśmy. Był to faktyczny trójkąt, który łączył się z wyspami. Zaczęłam pytać ojca o legendy związane z tym miejscem. 
-Wszyscy mówią, że to  łamiące się prawa fizyki, wykrywana jest obecność "obcych". Co do tych obcych byłbym pewniejszy.-Powiedział z entuzjazmem. Spojrzałam na niego z obawą.
-Masz na myśli, że poprostu są tu kosmici, którzy wsysają do morza? Po co tu w ogóle przylecieliśmy?-Zaszlochałam w strachu. Tata parsknął łagodnym śmiechem i przyciągnął mnie do swojej piersi.
-Nie ma się co bać,a nawet jeśli coś by się stało jest ktoś, kto nas uratuje.-Pocałował mnie w czubek głowy.
-Kto? Kto, tatusiu?-Oczy mi zabłysły. Byłam pewna, że powie 'superman' albo inne super-dziwactwa, które zawsze go imponowały.
-Dowiesz się wkrótce. Jesteś już dużą dziewczynką, więc mama da ci znać.
-Mama?-Powtórzyłam niedowierzająco. 
-Na razie się nie przejmuj, kochanie. Spójrz przez okno, widzisz te duże chmury?-Westchnął z podziwem.
-Tato? Jest tutaj coś innego niż chmury, popatrz.-Jęknęła Hylla. Była bardzo spostrzegawcza. Podskoczyła do małego okna i zmrużyła oczy. 
-Wiem,wiem, Hyllo. To jest akurat Charybda. Pamiętasz coś o niej?-Zniżył głos do tonu  nauczyciela. Hylla podrapała się po głowie. 
-To nie był czasami jakiś potwór? Potwór ze starożytnej Grecji, jak mniemam.-Odparła po chwili ciszy.
-A dokładniej? Pamiętasz kogo była córką?-Tata podniósł pytająco brwi. Hylla pokręciła bezradnie głową.-Posejdona i Gai, skarbie.
-A ja wiem tyle, że jest ogromna. Popatrz, czy to nie jej grzbiet?-Wskazałam na długie i wielkie śluzowe, zielone coś wyłaniające się z wody. Było jakieś 5 razy większe od naszego samolotu.
-Tak, zgadłaś.-Tata pokiwał z szacunkiem głową i zwrócił się znów do Hylli.-Najpierw wchłania, a następnie wypluwa masy wody morskiej wraz z okrętami i samolotami. 
-Skąd ten spokój?-Hylla zacisnęła zęby. Inni ludzie oblewali się łzami i trzęśli ze strachu, panowała idealna cisza, nie licząc naszego opanowanego ojca. 
-Czemu miałbym panikować?-Tata uśmiechnął się do Hylli uspakajając zamiast ją, mnie.
Ludzie wrzasnęli. Dotarło do mnie właśnie, że potwór walnął głową o morze, rozbryzgując go na wszystkie strony. Pilot nie udolnie skręcił, robiąc tym samym turbulencje.
-Spójrz co się dzieje, nic nas nie uratuje!Żaden spider-man się tu nie wespnie i nie zabije jej jednym ruchem!-Hylla objęła mnie ramieniem i zakryła mi dłonią oczy.
-Ona się nie boi, Hyllo. Ty też nie powinnaś. Stanie się to co się stanie.-Tata wziął jej rękę z moich powiek. Zamrugałam nic nie rozumiejąc.
-Ona tego nie może widzieć! Jest za mała.-Warknęła. Przytuliła mnie mocniej.
-Jest tylko trochę od ciebie młodsza. Uspokój się, Hyllo.-Tata zwilżył językiem wargi.-Nic się wam nie stanie.
-Nie możesz mi tego obiecywać.-Oczy Hylli lekko się zaszkliły. Gdyby nie była taka mocna, dawno wybuchłaby płaczem.
-Mogę. Obiecuję ci, Hyllo i tobie Reyno. Przyrzekam na Styks.-Uśmiechnął się blado.-A teraz druga runda. 
Potwór wyłonił swoją paszczę z wody. Oblizał się wężowatym językiem. Ludzie wrzasnęli przeraźliwie. Wyłoniła swoje 3 metrowe kły i wbiła je w skrzydło samolotu, który zachwiał i zazgrzytał niebezpiecznie. 
-Wyskakujcie jak tylko Charybda wypluje nas z swojego garldziska. Później pojawi się Skylla i będzie o wiele gorzej.-Tata przymknął powieki i zaczął coś szeptać pod nosem.
-A ty?-Podniosłam na niego oczy. Ale nie odpowiedział.
-Zrobimy tak jak każe, Reyno.-Powiedziała Hylla.
-Myślę, że to tylko sen, Hyllo. Wszyscy to przeżyją.-Kiwnęłam głową potwierdzając swoja hipotezę, po czym podkuliłam nogi.
-Możliwe, bardzo możliwe. Takie rzeczy się nie zdarzają.-Siostra zgodziła się ze mną. Położyłam głowę na jej ramieniu i obserwowałam jak jęzor bestii przejeżdżał po samolocie. Po czym upuściła go w głąb morza i sama też się zanurzyła. Zanim samolot utonął złapało go kolejne monstrum. 
-Kiedy mamy to zrobić?!-Hylla złapała się kurczowo ojca. Większość ludzi już pomdlało, jedynie my wytrzymaliśmy.
-Poczekaj, wyskoczycie gdy będziemy w wodzie. Tam będziecie bezpieczniejsze.-Tata zaczął się już lekko stresować. Zauważyłam to po jego oczach. Były zlęknione, jakby dopiero zdał sobie sprawę z sytuacji.
Skylla wyglądała jeszcze gorzej niż swoja siostra. Miała 6 psich łbów, w których były po 3 rządy zębów. Jej ryk trochę z początku przypominał ryk lwa, ale był bardziej chrapliwy i tym samym bardziej piskliwy.
Zakryłam dłońmi uszy, ponieważ nie mogłam tego znieść. Potwór Zamachnął się ogonem otoczonym kolcami na okienka, które z trzaskiem wypadły. Owiało mnie nagłe zimno. 
Bestia oderwała śmigło i zostawiła wgniecenie w kadłubie. 
Puściła samolot który obrotami spadał ku morzu. Zaczaiła się na niego z boku i znów ryknęła. Rzuciła się na niego z otwartą paszczą.
-TERAZ!-Hylla chwyciła mnie za dłoń i rzuciła się przez okno, ciągnąc mnie za sobą. 
Zacisnęłam łzawiące powieki. Słyszałam nad sobą jak Skylla coś chrupie i zaczyna znów wydzierać kawałki samolotu. 
Ale i tak z tego wszystkiego najgorsze było zderzenie z wodą. 
Było jak jednocześnie ogłuszenie, połamanie wszystkich kości, brak powietrza. Byłam pewna, że to już koniec. Potwory zanurzyły się w wodzie szarpiąc między sobą samolot a ja puściłam dłoń Hylli. 
-Nie puszczaj mnie, zaraz ktoś po nas przybędzie.-Powiedziała słabo. Wzięła mnie w objęcia i westchnęła na koniec oznajmiając tym samym utratę świadomości. A ja, 11 letnia dziewczynka musiałam się z tym wszystkim sama obejść.
Ścisnęłam ją mocno i zaczęłam szukać jakiegoś lądu na tym bezkresnym morzu. Bezradnie machałam nogami  bojąc się, że zaraz jeden z potworów mnie złapie, ale póki co były zajęte samolotem.
-Możesz usnąć, kochanie.-Ktoś mnie podniósł. Jęknęłam z bólu. Oderwali ode mnie Hyllę. 
Jak na rozkaz zamknęłam powieki i zapadłam w sen, miejąc nadzieję, że obudzę się w swoim domu, przy hałasie taty robiącego śniadanie. 
Jednak tym razem tak się nie stało.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz